Strona główna » Porady » Urlop na Słowacji – Ile kosztuje, jakie są ceny, co warto zwiedzić i co warto zjeść?
Urlop na Słowacji

Urlop na Słowacji – Ile kosztuje, jakie są ceny, co warto zwiedzić i co warto zjeść?

Hejka naklejka! Cześć i czołem! Dzisiejszy wpis trochę odbiega od psiakowych tematów, jednak dalej zostajemy w tematach naszych wakacji. Jako że jesteśmy osobami, które przed wyjazdem w dane miejsce lubią sobie trochę o nim poczytać i dowiedzieć się czegoś więcej, i tym razem zagłębiliśmy się więc w temat Słowacji. Co nas zdziwiło, zaskoczyło, plusy, minusy, ceny, język. Jeżeli wybierasz się w najbliższym czasie na urlop na Słowacji, ten tekst jest dla Ciebie.

Urlop na Słowacji – przygotowania do wyjazdu

Wyjazd na Słowację planowaliśmy już jakiś czas. Głównie dlatego, że bardzo lubimy góry, a tam zdecydowanie jest gdzie chodzić. Widoki, które oglądaliśmy w internecie i informacje, które zebraliśmy tylko nas utwierdziły w tym, że chcemy tam pojechać.

Decyzja zapadła. Zaplanowaliśmy swój urlop na Słowacji. Nasze psiaki Drynio i Hugo wprawieni są w wycieczkach po górach – Drynio dwa lata temu spędził z nami urlop w Beskidach, a obaj byli już w zeszłym roku w Karkonoszach. Dodatkowo wybieramy się kilka razy do roku na mniejsze szczyty (mamy ten komfort, że mieszkamy na Dolny Śląsku) i nigdy żaden piesek nie miał z wycieczkami problemu. Nasze czworonogi są zachipowane, dlatego wystarczyło wyrobić im tylko paszporty, zaszczepić i obaj byli gotowi do podróży.

Gdzie warto pojechać na Słowacji?

Przed wyjazdem dużo czytaliśmy o Słowacji i zasięgaliśmy wiedzy u znajomych. Głównie w pracy u męża są miłośnicy gór i to oni podpowiedzieli gdzie najlepiej się udać. Padło na Wielką Fatrę, ale planowaliśmy zajrzeć też na Rohackie Stawy.

Bratysławę wiele osób nam odradzało, chyba, że byłaby to nasza „baza wypadowa” do Wiednia czy Budapesztu. Do samej stolicy mieliśmy jednak lekko ponad 3 godziny dlatego zrezygnowaliśmy, ale nie wykluczamy, że odwiedzimy ją w późniejszym terminie.

Zaplanowaliśmy sobie więc mniej więcej trasy na górskich szlakach, żeby nie tracić potem czasu na miejscu. Planowaliśmy spacerować systemem 1:1 czyli dzień wycieczki w góry/dzień odpoczynku (miasto, knajpy, zakupy), ze względu na regenerację chłopaków. Drynio ma już prawie 8 lat.

Ile kosztuje urlop na Słowacji?

Nocleg zarezerwowaliśmy na początku lipca (wyjeżdżaliśmy na początku września). To trochę późno jak na nas, ale wcześniej cały czas zastanawialiśmy się nad lokalizacją. Padło na okolice Rużomberoka (wioseczka Liptovskie Sliace), skąd mieliśmy około 20-30 minut samochodem do szlaków Wielkiej Fatry (wyjątek Rohackie – lekko ponad godzina drogi). Wybraliśmy apartament z ogródkiem, ponieważ lubimy sobie sami ugotować i żeby nasze psy czuły się jak w domu. Cały nocleg wyszedł nam ok 2 tys. złotych za 9 nocy (wliczając już opłatę 5 euro/noc za psiaka.)

O naszym noclegu możemy wypowiedzieć się w samych superlatywach. Czysto, kuchnia wyposażona bardzo dobrze (był nawet toster i opiekacz), w łazience pralka, suszarka na pranie i do włosów oraz żelazko. Jeżeli ktoś miał ochotę pooglądać telewizje, również była dostępna, trzeba było tylko rozumieć słowacki ;). Polskich siatkarzy można było jednak oglądać bez głosu.

Widok z okna naszego domku.

Słowacja z psem – „nasza” wioska urzekła

W drodze na nasz urlop na Słowacji ustaliliśmy, że pojedziemy przez Czechy i zatrzymamy się na kilka godzin w Ostrawie. Jest to ładne, zielone miasto, niedaleko granicy z Polską. Stamtąd jeszcze około trzech godzin i dojechaliśmy do punktu docelowego. Pierwsze co zwróciło nasza uwagę po przekroczeniu granicy, to bardzo podobny do naszego język słowacki. W Czechach wydawało nam się, ze ich język brzmi bardzo zdrobniale i trzeba trochę seplenić, natomiast słowacki jest bardziej „twardy”. Słuchając radia mogliśmy dużo słów wyłapać, a już po kilku dniach i osłuchaniu się z językiem było jeszcze lepiej.

Kolejną rzeczą po przyjeździe, na którą zwróciliśmy uwagę, to słabo oznakowane drogi. Brak informacji o terenie zabudowanym oraz ograniczeniu prędkości. Stany dróg w wielu miejscach pozostawiały wiele do życzenia. Dało się jednak na to przymknąć oko ze względu na widoki. Od samego początku kopara nam opadała – z każdej strony widać było piękne górskie krajobrazy. Nie ma się co dziwić, to kraj w większości wysokogórski.

Na Słowacji nawet zwykła przejażdżka samochodem odbywa się wśród wspaniałych widoków.

Wjeżdżając do wioski, w której mieliśmy się zatrzymać Liptovskie Śliace, również doznaliśmy pozytywnego szoku. Czy tak wyglądają wioski na Słowacji? Różnica jest kolosalna na korzyść Słowaków, a wiemy to, bo sami mieszkamy na wiosce. Mieszkańcom nic tam nie brakuje. Sklepy spożywcze, poczta, bankomat, dwie szkoły (przy szkole jest też usytuowane boisko do tenisa i piłki), duża przychodnia lekarska. Wystarczy, żeby nie wybierać się codziennie do oddalonego o ok. 8 km Rużomberoka. Jednak, jeżeli ktoś miałby potrzebę wyjazdu, autobusy kursują bardzo często.

Jedyny i zdecydowany minus to w większości brak chodnika (w dalszej części wioski), ale myślimy, że pewnie za kilka lat się on się tam pojawi.

Atrakcje Słowacji – GÓRY!

Z czterech naszych zaplanowanych górskich wycieczek wszystkie poszły po naszej myśli. Były momenty łatwiejsze, i cięższe (wejście pod Liskou!), ale jesteśmy bardzo zadowoleni. Opisy tras będą pojawiały się stopniowo na blogu. Możecie już przeczytać jak zdobyliśmy najwyższy szczyt Wielkiej Fatry.

Urlop na Słowacji – Wielka Fatra

Wielka Fatra jest przez wielu porównywana do naszych polskich Bieszczad. Dla nas ma jednak zdecydowanie jeden plus – można tu chodzić z pieskiem. W Bieszczadach – już w przeważającej większości niekoniecznie.

Jest to bajeczna kraina pełna hal i pięknych widoków. Nie znajdziecie tam wielkich schronisk czy hoteli. Jest zdecydowanie spokojnie i trochę dziko. Dlatego to nas w niej ujęło. Pasmo górskie posiada wiele szlaków: te, które będziecie w stanie pokonać w jeden dzień, jak i te dłuższe.

Wielka Fatra w skrócie to strome podejścia, ale jak już znajdziecie się na górze, możecie tylko podziwiać i przemieszczać się między szczytami. Warto się trochę pomęczyć dla takich widoków.

Na Wielkiej Fatrze nie ma brzydkich miejsc!

Według nas trasy są dobrze oznakowane, jednak zauważyliśmy, że większość znaków powstała stosunkowo niedawno. Na szczytach spotkacie też niewielu turystów. Przyjemne wycieczki sprawiły, że czujemy ogromny niedosyt bo zobaczyliśmy tylko część z tego, co to pasmo nam oferuje. Dlatego planujemy wybrać się tam zdecydowanie jeszcze raz.

Atrakcje Słowacji – miasta nie zachwycają

Na Słowację jedzie się głównie w góry, a nie spacerować po mieście, jednak i do miasta czasem zajrzeć trzeba. W pierwszy dzień spaceru po górach zdarzył nam się mało przyjemny incydent, a mianowicie moje buty postanowiły się rozwalić.

Dziękuję im za 10 lat posługi – miały prawo. Myślałam, że jeszcze ten wyjazd z nimi przeżyję, ale stało się inaczej i trzeba było wybrać się po nowe. Niestety w mieście, otoczonym górami, w państwie gdzie głównie turystyka oparta jest o górskie wycieczki zastaliśmy jeden sklep z górskim obuwiem otwarty po 18. No cóż, musiałam się zadowolić tym, co było i dalej ruszać w trasę.

Żylina – rozczarowanie

Im większe miasto, tym niestety gorzej. Między wędrówkami po górach postanowiliśmy zrobić sobie wycieczkę do oddalonej o około godzinkę z hakiem Żyliny. I to był błąd, bo nie ma tam po co jechać. Nie wybierajcie miasta, gdy chcecie zorganizować urlop na Słowacji. Przykładem Żyliny – spacer po niewielkim rynku, gdzie próżno było szukać ludzi, oprócz tych siedzących w knajpach.

Zamek w Żylinie jest otwarty dla zwiedzających do godz. 16, ale bar działa dłużej. Lepszym pomysłem jest odpoczynek pod nim – na łonie natury.

Sklepy w weekend są albo otwarte do 12, albo w ogóle. Magnesy turystyczne oglądaliśmy tylko przez sklepowe szyby. Zjedliśmy za to pyszne lody, smażony ser i burgera z placków ziemniaczanych. Udaliśmy się również do parku, z którego można podziwiać zamek Budatin oraz na stadion MSK Żilina, klubu grającego kilkanaście lat temu w Lidze Mistrzów. Po czasie żałujemy jednak, że nie wybraliśmy na zwiedzanie np. Bańskiej Bystrzycy.

Słowacja – ceny

Wybierając się na Słowację, musicie liczyć się, że jest drożej niż w Polsce. Płacimy tam w euro i lepiej mieć przy sobie gotówkę. W centrum Rużomberoka jest wiele miejsc, gdzie kartą nie zapłacicie.

Początkowo 1 euro wydawało mi się niewiele i ciężko było się przestawić ze złotówek. Wakacje to nie czas liczenia wydatków, więc kupowaliśmy dużo. Jeśli jednak dysponujecie ograniczonym budżetem, warto od razu przeliczać różnice!

Pierwsze zakupy zrobiliśmy w Tesco, bo dopadł nas sentyment, a jak wiemy, tej sieci w Polsce już nie ma. Pro-tip to założenie karty Clubcard. U nas rabat za zakupy na 70 euro wyniósł jakieś 20 procent! Kupowaliśmy też w nieco tańszym Lidlu i Billi, ale asortyment był uboższy.

Ciekawostka: Na Słowacji do każdej puszki i butelki (plastik/szkło) doliczana jest kaucja (ok 0,15 euro). Możecie potem przyjść z butelkami do maszyny i odebrać sobie pieniądze.

Zbieranie puszek i butelek chyba nie wygląda u nas za dobrze, więc mieliśmy wątpliwości. Okazuje się, że tutaj jest to powszechne i o wiele bardziej efektywne dla recyklingu. A w kieszeni zostało 4 euro, które wydaliśmy na lody i picie!

Ceny na Słowacji

  • Woda – 0,65 euro,
  • Bułka pleciona – 0,83 euro,
  • Cola zero – 0,5 l 1,09 euro,
  • Chleb tostowy – 1,49 euro,
  • Pomidor (kg) – 1,99 euro,
  • Chipsy (170g) – 2,19 euro,
  • Piwo Corgon (0,5 l) – 0,67 euro,
  • Ogórek zielony (kg) – 1,99 euro,
  • Ser masdamer (kg) – 10,90 euro,
  • Cebula (kg) – 1,79 euro,
  • Papierosy Marlboro – 4,80 euro.

Co zjeść na Słowacji?

Kuchnia słowacka jest bardzo dobra, ale i bardzo tłusta. Królują w niej sery: głównie bryndza czyli owczy ser i choćby słowacki oscypek czy ser smażony. Głównym daniem narodowym Słowaków są „bryndzowe haluszki”, czyli takie nasze kluski lane wymieszane z bryndzą i polane słoninką. Można też je podawać z kiełbasą.

My na Słowacji oprócz haluszków próbowaliśmy pysznej kwaśnicy i zupy fasolowej. Zachwycił nas również burger w placku ziemniaczanym zamiast bułki. Żałowaliśmy, że nie udało się spróbować tak wychwalanych pierogów z bryndzą, ale to zostawimy sobie na kolejną wycieczkę.

Bryndzowe Haluszki w kolibie. Na górze z kiełbasą, na dole – z boczkiem.

Najbardziej polecanymi restauracjami na Słowacji są często tzw. koliby, czyli karczmy. Szukajcie tam lokalnych potraw i alkoholu.

Przykładowe ceny w słowackiej kolibie:

  • Kapustnica/ fasolowa – 4,50 euro,
  • Bryndzowe haluszki – 9,50 euro,
  • Burger w plackach ziemniaczanych z boczkiem, jajkiem sadzonym i sosem – 10,50 euro,
  • Smażony ser – 8,40 euro,
  • Piwo Ursus – 1,90 euro,
  • Cappuccino – od 2 do 2,40 euro.
W Kolibie, poza lokalną kuchnią, dostępne są niepowtarzalne krajobrazy.

Co warto kupić na Słowacji?

Na pewno zastanawiacie się, co przywieźć ze swojej wycieczki na Słowację.

Ze swojej strony polecamy:

  • Słodycze z Oriona: czekolada Studentska czy Lentilki to smak dzieciństwa i nigdy się nie nudzi!
  • Horalky, czyli nasze Góralki, które w Polsce jakoś mi nie smakują, natomiast te słowackie są bardzo dobre.
  • Jak jesteście – tak jak my – fanami chipsów, obkupcie się w chipsy marki Slovakia, są pyszne i różnią się tych polskich. Mąż stał się fanem połączonego smaku fromage i zielonej cebulki.
  • Najpopularniejszą słowacką marką piwa jest Złoty Bażant, ale polecamy również lagera Kelta, 10-procentowego Corgona czy Sarisa. Bardzo chętnie kupowane są również smakowe Bażanty i Birrele oraz Birgo. Są bardzo orzeźwiające i mniej słodkie od polskich.
  • Dla smakoszy procentowych trunków: „tatransky caj”, a więc likier na bazie herbaty.
  • Oczywiście sery: standardowo bryndza i słowacki oscypek. Zasmakował nam również owczy jogurt.
  • Wiele osób poleca Kofolę, czyli lokalna wersji coli, jednak nam nie posmakowała.
Słodkie bogactwa Słowacji.

Co przywieźć ze Słowacji?

Ile osób tak jak my zbiera magnesy? Mamy taką tradycję w gronie znajomych i rodziny, że kupujemy sobie nawzajem magnesy. Wiem, że większość zbiera tylko z miejsc, gdzie byli osobiście, ale u nas jest trochę inaczej.

Do Słowaków chyba jeszcze nie końca dotarł ten trend, bo w mieście trudno znaleźć „magnetky”. Musieliśmy się natrudzić żeby znaleźć jakiegokolwiek w przystępnej cenie. Pamiętam nasz wyjazd do Hiszpanii i sklepy na każdym rogu, gdzie można było kupić 10 magnesów za 5 euro. Niestety, na Słowacji przygotujcie się na wydatki za magnes rzędu 4 euro/szt. Najczęściej znajdziecie je w przydrożnych chatkach. Niestety magnesu z Wielkiej Fatry nigdzie nie udało się znaleźć.

W punktach znajdziecie jednak:

  • ciupagi,
  • t-shirty z motywami gór,
  • breloki,
  • ozdoby do domu,
  • ceramikę,
  • folklorystyczne stroje,
  • ozdoby do ogrodu,
  • czapki, chusty, kapcie.

Urlop na Słowacji – było warto!

Podsumowując nas wyjazd jesteśmy bardzo zadowoleni, Słowacja zdecydowanie przypadła nam do gustu. Naszym głównym celem było wspinanie się po górach, odpoczynek psychiczny i naładowanie baterii na kolejny rok. To nam się udało. Niestety, wszystko co dobre, szybko się kończy i odwiedzić sąsiadów musimy jeszcze raz, mamy tam jeszcze kilka szlaków do pokonania.

Czytaj też:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *