Babia Góra to najwyższy szczyt Beskidów i jeden z najwyższych ze wszystkich pasm górskich w Polsce. O wierzchołkach Diablaka (inna nazwa) krąży sporo legend. Często jest tu wietrznie i kapryśnie. My mieliśmy jednak wyjątkowe szczęście. Pełne słońce, spokój na szlaku i towarzystwo Hugo, naszego 6-letniego beagle’a, który dzielnie pokonał całą trasę.
Babia Góra i Diablak. Skąd dwie nazwy?
- Według ludowych opowieści Babia Góra wzięła się od kamieni wysypanych przez olbrzymkę przed swoją chałupę. Inna legenda mówi o tym, że baba była kochanką zbójnika, która skamieniała po tym, ja zobaczyła swojego zabitego ukochanego.
- Potocznie na Babią Górę mówi się też „Diablak”. Ta nazwa z kolei przeszła również do języka niemieckiego. Legenda mówi, że diabeł budował na szczycie zamek dla zbójnika, z którym zawarł tajemniczy pakt, ale pianie koguta przerwało budowę i niemal gotowa budowla zawaliła się, grzebiąc zbójnika pod gruzami. Podobno w czasie burzy wciąż słychać spod kamieni brzęk jego ciupagi – stąd szczyt zyskał ludowe nazwy Diablak, Diabli Zamek lub Diable Zamczysko.
Często „Babia Góra” mówi się na masyw i szczyt, natomiast „Diablak” to określenie już tylko samego szczytu.
Babia Góra z psem. Jedyna opcja przez Słowację
Tu od razu musimy zaznaczyć, że Babia Góra leży w Babiogórskim Parku Narodowym. Obowiązuje w nim całkowity zakaz wchodzenia z psami. Wyjątkiem jest grań, która jednocześnie wyznacza granicę między Polską i Słowacją. Z kolei po Słowackiej stronie wycieczki z psami są jak najbardziej dozwolone. Jeśli więc chcecie wdrapać się na Diablak ze swoim pupilem, musicie to zrobić od Słowackiej strony.
Na Babią Górę można wchodzić z różnych stron, bo prowadzi na nią kilka szlaków. Nasza wycieczka zaczęła się w Oravskiej Polhorze, a konkretnie w Chata Slana Voda. To schronisko, przy którym znajduje się parking na kilkanaście aut, ale warto zajechać tam wcześnie rano, aby uniknąć parkowania autokarów. Potrafią one zajęć 2-3 miejsca, a stają w tym samym miejscu, co osobówki. Parking kosztował nas 3 euro, a płatność odbywa się w schronisku.
Przebieg trasy krok po kroku
Po wyruszeniu z parkingu udajemy się na prawo, na żółty szlak, tuż obok oczka wodnego. Jest tam długa, prosta droga, na której całym waszym horyzontem będzie wasz cel, czyli Babia Góra. To zawsze robi super wrażenie mieć świadomość, że za kilka godzin będzie się tam na górze.
To właśnie ten czas to moment, aby dobrze rozgrzać nogi (i łapy). Po 55 minutach dochodzicie do Hajovny na Rovinach. Po żółtym szlaku wejdziecie na moment na złączenie żółtego z niebieskim. Następnie znów musicie odbić na żółty. I to od tego punktu zaczynają się schody, już na sam szczyt.

Z Hajovny na Rovinach na Babią Górę to najdłuższy i najbardziej wymagający fragment całej wyprawy i tutaj robi się naprawdę stromo. Spory plus: spora część podejścia biegnie wzdłuż górskiego potoku. Woda jest lodowata i krystalicznie czysta. Można się nią orzeźwić, a i pies chętnie z niej skorzysta. Na tym odcinku minęła nas spora grupa słowackich licealistów na wycieczce szkolnej, poza tym na szlaku było naprawdę pusto.
Po drodze warto zwrócić uwagę na wieżę widokową. Robi wrażenie i to jest jeden z tych punktów, przy którym warto się na chwilę zatrzymać, zanim ruszycie dalej pod szczyt.



Na szczycie spędziliśmy dobre pół godziny i zdecydowanie było warto. Przy dobrej widoczności stąd widać całe Tatry i całą stronę słowacką. W oddali można nawet dostrzec Niżne Tatry, czyli największy park narodowy Słowacji. Nie obyło się bez krótkiego poszukiwania Podwilku, czyli miejscowości, w której akurat nocowaliśmy. Od nas z okna widać było doskonale Babią Górę. W drugą stronę – jak zwykle – nie działa to już tak łatwo. Mimo wszystko, to chyba najlepszy widokowo szczyt w Beskidach.


Czytaj też: Szczeniak i stary pies w domu – jak go wprowadzić? I znowu życie na osiem łap…
Z Babiej na… Małą Babią i powrót
Nasz powrót odbył się przez przełęcz Brona i Małą Babią Górę. Szliśmy więc godzinę grzbietem Beskidu Żywiecko-Orawskiego. Na przełęczy zobaczycie znak do skrętu w prawo na schronisko. Tam odbierzecie kolejną – poza schroniskiem na Słowacji – pieczątkę Korony Gór Polski. Tam jednak z pieskiem skręcać nie można. Pamiętajcie o tym. Trasa w dwie strony to jednak kilkanaście minut, więc jeśli jesteście cierpliwi, jedno może poczekać z czworonogami, a drugie – przybić pieczątki.

Zejście z Małej Babiej Góry jest długie, ale w miarę komfortowe. Dużo drzew, a więc i cienia i totalny spokój. Tym szlakiem mało kto schodzi, nie mówiąc już nawet o wchodzeniu. Czeka was 1,5 h komfortowej drogi w dół. Dopiero schodząc na Vonżovec czeka was trudność. W tym miejscu teren jest bardzo grząski – to chyba tereny podmokłe – więc warto liczyć się z błotem, kałużami i mokrymi łapami psa. Jeśli Wasz pies nie lubi błota, przygotujcie ręcznik na koniec trasy.
Garść szczegółów
- Długość: 19,2 km (pętla)
- Czas przejścia: ok. 7 godz. 35 min
- Suma podejść: 1104 m
- Suma zejść: 1100 m
- Najwyższy punkt: Babia Góra (Diablak), 1725 m n.p.m.
- Start i meta: Slaná Voda (Słowacja)
To trasa dla osób w niezłej kondycji, a jeśli idziecie z psem, to dla psa, który jest przyzwyczajony do długich wyjść i ma dobrą kondycję. Hugo, mimo że ma już 6 lat, dał radę bez problemu, ale to pies bardzo aktywny i przyzwyczajony do gór.
Łapa, Hugo i Olga!



